Ciekawostki

W tym miejscu będę sukcesywnie gromadzić różne ciekawostki związane z japońskimi lalkami. Ciekawostki o hina ningyō zostały wyodrębnione na osobnej podstronie, podobnie jak ciekawostki o kokeshi.

 

Lalki dla osieroconych przez tsunami

11 marca 2011 roku region Tōhoku nawiedziło trzęsienie ziemi i tsunami, które pochłonęły kilkanaście tysięcy ofiar. Cztery lata później artyści z Saitamy, jednego z głównych ośrodków produkcji lalek w Japonii, założyli charytatywne stowarzyszenie, w którym bezpłatnie wykonywali lalki-podobizny ofiar tsunami. Na podstawie otrzymanych od rodziny zdjęć starali się odtworzyć rysy twarzy zmarłych, by lalki mogły przypominać np. dzieciom ich zmarłych rodziców lub odwrotnie – rodzicom ich utracone dzieci. To dość niezwykła inicjatywa, dlatego że normalnie lalki tworzone są według opracowanego w danym rodzie schematu. Oczywiście jak w każdym rękodziele, pomiędzy poszczególnymi egzemplarzami występują różnice, trudno jednak mówić o ich indywidualnym zróżnicowaniu. Indywidualnie tworzone lalki stanowią w Japonii artystyczny margines.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[Zdjęcie nie przedstawia jednej z takich lalek, to tylko kimekomi, która kiedyś należała do mnie, ale ją sprzedałam. Faktycznych zdjęć lalek, o których mowa jest wyżej, nie mam]

 

Warsztaty tworzenia lalek

W japońskich sklepach z lalkami można nie tylko kupić lalkę. Niektóre oferują także warsztaty z tworzenia własnych lalek (zwłaszcza techniką kimekomi), jednak w większości przypadków niezbędna jest znajomość języka japońskiego. Do niedawna wyjątkiem był tokijski sklep firmowy artystki Hara Koshu – nie tylko jako jeden z nielicznych prowadził anglojęzyczną stronę internetową, ale był otwarty na spotkania i warsztaty w języku angielskim – niezbędna była jedynie wcześniejsza rezerwacja. Niestety obecnie strona nie działa, trudno mi powiedzieć, czy tylko witryna padła, czy też sklep zakończył działalność.

 

Kolekcja Shirley Temple

Shirley Temple, aktorka znana przede wszystkim ze swoich ról ślicznych, rezolutnych dziewczynek, posiadała wielką kolekcję lalek. Były wśród nich także lalki japońskie, przeważnie ichimatsu, ale i imponująca iki ningyō.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[źródło zdjęć: Pinterest]

 

Zabawne pomyłki sprzedających

Często się zdarza, że na serwisach aukcyjnych, gdzie są sprzedawane m.in. japońskie lalki, sprzedający nie ma pojęcia o tym, co ma w ofercie, z czego niejednokrotnie wynikają zabawne pomyłki. Bynajmniej nie zamierzam tu natrząsać się ze sprzedających, bo gdybym ja prowadziła sklep z używanymi rzeczami i miała na sprzedaż np. części samochodowe, większość z nich podpisałabym jako „wihajster” i kompletnie nie umiałabym określić, do czego służą. Nie – ten wpis służy jedynie ostrzeżeniu, żeby nie zawsze bezkrytycznie podchodzić do sprzedawanych przedmiotów. A poniżej kilka zabawnych przykładów:

 

 

 

 

 

 

 

 

[zdjęcie nr 1: taki już problem z hina ningyō, że mają wyjmowane główki i jak ktoś nie wie, jak potem je poskładać, to wychodzi strażnik z głową dwórki. A to oznacza także, że gdzieś w takim razie musi istnieć lalka przedstawiająca łysego faceta w damskich łaszkach. Sprzedający innych lalek w ofercie nie miał, to znaczy, że gdzieś już po świecie krążą… Źródło zdjęcia: ebay.com]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[zdjęcie nr 2: Już na pierwszy rzut oka widać, że lalka przedstawia Katō Kiyomasę (więcej patrz Tematyka -> Postaci historyczne), ale… ktoś nieszczęśnikowi założył hełm tył do przodu. Ale to jeszcze nic, hełm łatwo przełożyć. Teraz patrzymy na tabliczkę, a tam podpis… Kuroda bushi (zupełnie inna postać – patrz Tematyka -> Motywy regionalne). Akurat i jedna, i druga postać są bardzo łatwo identyfikowalne, więc wygląda na to, że sprzedający złożył razem losową lalkę z losową tabliczką i uznał, że wygląda wystarczająco orientalnie, by to tak pchnąć na aukcję. Źródło zdjęcia: ebay.com]

 

 

 

 

 

 

 

 

[zdjęcie nr 3: niestety, oryginalnego zdjęcia sobie nie zapisałam, ale przedstawiało to samo, a w tym wypadku chodzi o podpis, a mianowicie Yuki-onna. Yuki-onna („Śnieżna dama”) to stwór z japońskiego folkloru, który w śnieżycy przybiera postać pięknej kobiety i wodzi wędrowców na manowce, zamraża ich oddechem lub wysysa im krew. To, co przedstawia zdjęcie, to jednak nie żaden upiór, tylko panna młoda w tradycyjnym stroju ślubnym shiromuku. W tym wypadku podejrzewam celowe wprowadzanie kupującego w błąd – w końcu skoro ktoś zna japońską kulturę na tyle dobrze, żeby słyszeć o yuki-onnie, to chyba zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda japoński strój ślubny. A lalka akurat jest moja :)]

 

Lalki z jajek

W niektórych regionach Japonii można napotkać tradycyjne lalki… z jajek. Na pewno produkuje się je w mieście Takeda w prefekturze Ōita (północne Kiusiu) oraz w prefekturze Fukui (środkowe Honsiu). To oczywiście nic innego, jak tylko wydmuszka jajka „ubrana” w tradycyjne stroje (kimono, jūnihitoe, strój samuraja) i zaaranżowana na jakąś postać z historii lub kultury Japonii. Co ciekawe, nazwa tych lalek – tamago ningyō – powinna być pisana znakami 人形 (czyli „lalki-jajka”), ale zapisuje się ją znakami 玉子人形, tak samo odczytywanymi, ale oznaczającymi „lalka-klejnocik”*.

*玉子 też oznacza jajko, ale raczej ugotowane, przeznaczone do jedzenia. Wydmuszek nie robi się z jajek ugotowanych, więc podejrzewam celową grę słów, która umożliwią inną interpretację nazwy.

   

 

 

 

 

 

[źródło zdjęć: pierwsze od lewej – lalka z mojej kolekcji, dwa kolejne: strona bussan-oita.jp, ostatnie: Rakuten]

 

Ishi ningyō, czyli lalki z… kamyków

Kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam, byłam zdumiona. Lalki da się zrobić naprawdę z różnych materiałów, ale żeby z kamieni? Zrozumiałam, kiedy zobaczyłam zdjęcie. Ishi ningyō to nic innego, jak tylko domki chruścików – owadów, które występują powszechnie również w Polsce. Przejawiają one ciekawe zachowanie: budują dla swoich młodych osłonki, używając do tego wszystkiego, co znajdą w okolicy (piasku, patyków, muszelek, nasion itp.), spajając je swoją wydzieliną. Tak to w każdym razie wygląda w Polsce, natomiast w Japonii, w mieści Iwakuni (pref. Yamaguchi) wyraźnie preferują piasek i kamyki, tworząc z nich podłużne domki, które rzeczywiście mogą niekiedy przypominać ludzkie postacie. Zresztą zanim wytłumaczono ten fenomen, uważano, że owe „lalki” to dusze osób zmarłych w czasie konstrukcji tutejszego słynnego mostu Kintai.

Miasto wykorzystało ten fenomen i prowadzi Muzeum Ishi Ningyō, a „kamienne lalki” stanowią charakterystyczną pamiątkę z tego miejsca. Ciekawostką jest też japońska nazwa owada: chruścik to po japońsku tobikera, natomiast ta odmiana, która tworzy ishi ningyō, nazywa się oczywiście ningyō tobikera.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
[zdjęcia: ishi ningyō zatopione w akrylu, w tle most Kintai. „Lalki” podpisane są jako „Siedmioro bogów szczęścia”, co jest wyrazem wyjątkowo bujnej wyobraźni sprzedawcy. Przedmiot z mojej kolekcji.]

Ceremonia pogrzebowa dla „lalek miłości”

Love dolls, czyli „lalki miłości”, wykraczają poza mój obszar zainteresowania, ale nie da się ukryć, że w sferze naśladowania życia pozostają bardzo blisko tradycyjnych lalek. W związku z tym na początku 2020 roku firma Human Love Doll Company zaproponowała nową usługę: ceremonię pożegnalną dla „lalek miłości”.
Jak wiadomo, w japońskiej kulturze lalek się nie wyrzuca, tylko oddaje do świątyń, gdzie odprawiana jest ceremonia pożegnalna (ningyō kuyō w świątyniach buddyjskich lub – mniej popularna – ningyō kanshasai w chramach shintō). W większości przybytków polega ona na spaleniu lalek, choć w niektórych miejscach są one spuszczane na wodzie. Do tej pory jednak ceremonie te dotyczyły lalek tradycyjnych (choć Japończycy często dorzucają do nich misie, Barbie lub rodzime Licca-chan). Lalki miłości jest znacznie trudniej zutylizować, ze względu na ich pokaźne rozmiary. Kwalifikują się bowiem jako śmieci gabarytowe i na ich odbiór trzeba się specjalnie umówić i uiścić dodatkową opłatę.
Human Love Doll Company oferuje trzy warianty „pogrzebu”. Najtańszy, za 30 tys. jenów (1200 zł), obejmuje zbiorcze pożegnanie kilku lalek, a „żałobnik” otrzymuje tylko pamiątkowe zdjęcie. W planie standardowym (50 tys. jenów, czyli ok. 2000 zł), jest „pogrzeb”, „ceremonia pogrzebowa”, „akt zgonu” oraz zdjęcie lub nagranie z ceremonii. W cenie 90 tys. jenów (3600 zł) dodatkowe usługi to osobiste uczestnictwo w ceremonii, odczytanie listu pożegnalnego dla lalki, a także otrzymanie na pamiątkę fragmentu ciała pożegnanej lalki.
Mam nieco mieszane uczucia co do ekologicznego aspektu spalania takich lalek. W przypadku tradycyjnych ningyō (zwłaszcza tych wysokiej jakości) materiał jest większości całkowicie naturalny – tōso to przecież masa z trocin drewnianych, a gofun – ze sproszkowanych muszli (owszem, przez to przy spalaniu śmierdzi, ale raczej szkodliwy nie jest). Hina ningyō w większości w środku ciała mają po prostu słomę. Love dolls natomiast są wykonywane z silikonu…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[zdjęcie: Human Love Doll Company, źródło: Japan Today]

Współczesne kobe ningyō

O tym, czym są kobe ningyō, możecie przeczytać tutaj. Współczesny artysta Kazuaki Harada wykonuje automaty, które można uznać za współczesną wersję „lalek z Kobe”. Wprawdzie sam twórca, jak i artykuły na jego temat sugerują inspirację karakuri ningyō, to mechanizm korbowy, znacznie prostszy niż w karakuri, a także osobliwe poczucie humoru prac Harady czynią je bliższymi właśnie kobe ningyō.
Pasja Harady narodziła się w 2002 roku po zapoznaniu się z książką Aquio Nishidy Automata: Movable Illustration. Początkowo kopiował mechanizmy Nishidy, ale po 5 latach praktyki i pobierania nauki w zakresie tworzenia drewnianych automatów otworzył własne studio i zaczął tworzyć autorskie prace.
Do swoich prac Harada czerpie inspirację dosłownie ze wszystkiego. Jego automaty ilustrują japońskie i chińskie legendy oraz kulturę (np. „Taniec czapli”, „Pędzel z Arimy”, „Legenda o powstaniu Arima Onsen), zachodnie baśnie („Nowe szaty cesarza”, „Cudowna podróż Nilsa Holgersona”), codzienne obiekty i czynności. Wiele z nich ma wzbudzać śmiech, jak automat pt. „Głos brzoskwini”. Kręcenie korbą pozwala wznieść powoli w górę brzoskwinię, która następnie… opada z głośnym „pierdnięciem”. Automatowi towarzyszy podpis: „Ten automat pozwala się cieszyć nie nie tylko głosem brzoskwini, ale także zapachem”. Zastanawiam się, jaki zapach uwalnia się z balonika, który jest źródłem owego osobliwego dźwięku…
Poniżej parę zdjęć prac Harady, ale tylko filmiki pozwalają docenić je w pełni, dlatego koniecznie odwiedźcie stronę artysty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[zdjęcia: automaty Kazuakiego Harady: „Taniec czapli”, „Cudowna podróż Nilsa Holgersona” i „Głos brzoskwini”. Źródło: strona artysty.]
 

Kokeshi x kimekomi

Jeśli spojrzeć na charakterystykę poszczególnych typów lalek japońskich, nietrudno zauważyć, że jedna lalka może należeć jednocześnie do kilku z nich. Lalka gogatsu kimekomi jest jednocześnie lalką kostiumową (ishō ningyō), a hina ningyō bywają wykonywane techniką kimekomi.
Jednak dotychczas kokeshi pozostawały na uboczu całej typologii lalek japońskich; nie wykazywały podobieństwa z żadnym innym typem, wykonywane były w osobnym regionie geograficznym, z innych materiałów i w innej estetyce. Wyjątek mogą stanowić kokeshi przedstawiające hina ningyō.
W 2022 rok jednak słynne producent kimekomi ningyō, Matarō Ningyō, zaprezentował efekt współpracy z firmą designerską, Kyohime. Były nimi lalki estetyką przypominające współczesne kokeshi w stylu Usaburō, lecz wykonane techniką kimekomi.

 

 

 

 

 

 

 

 
 

 

[Źródło zdjęcia: Matarō Ningyō.]

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz